Odnalezieni przez ITAKĘ

Drukuj ›

Zgodnie z naszą polityką ochrony prywatności imiona osób odnalezionych, miejsca i daty zostały zmienione. Bez zgody odnalezionych nie publikujemy ich danych osobowych ani wizerunku.

Jolanta, 34 lata

List od siostry:
 

"Za wsparcie jakie mi okazała Fundacja ITAKA podczas poszukiwań, mojej siostry Jolanty, jestem ogromnie wdzięczna. Sama nie byłabym w stanie przeprowadzić tak błyskawicznej ogólnopolskiej akcji poszukiwań. Fundacja ITAKA posiada profesjonalną grupę ludzi, którzy ogromną dedukcją i poświęceniem doprowadzili do tego odnalezienia.

Wasza akcja była tak głośna że oprócz mojej Rodziny wielu dawno nie widzianych przyjaciół się w te poszukiwania również zaangażowało, za co im również chcę podziękować na Waszych łamach.

Jeszcze raz z całego serca dziękuje za to ogromne wsparcie jakie od was otrzymałam. 
Życzę dalszych wspaniałych sukcesów."

Aleksandra Jędrychowska-DeMovic

Dzięki Twojej pomocy odnajdziemy kolejne osoby! Przekaż darowiznę! Każda złotówka się liczy!


Agnieszka, 31 lat

List od mamy pani Agnieszki:

 

"Chcieliśmy w imieniu całej rodziny gorąco podziękować za Państwa

pomoc w odnalezieniu córki. Cieszymy się że jest cała i zdrowa,

radość nasza jest ogromna i jesteśmy Wam baaaaardzo wdzięczni.

 

DZIĘKUJEMY!

Jolanta Jankowska z rodziną"

Dzięki Twojej pomocy odnajdziemy kolejne osoby! Przekaż darowiznę! Każda złotówka się liczy! 

Dominik, 28 lat

Drodzy Państwo,
Ja i moja rodzina składamy gorące podziękowania za pomoc w odnalezieniu syna.
Dziękujemy za pełne zaangażowanie w tą trudną dla nas sprawę.
Dziękujemy za profesjonalizm, za życzliwość, za zrozumienie, za okazaną empatię . 
Dziękujemy za wzbudzenie nadziei, podtrzymywanie kontaktu, przekazywanie informacji oraz koordynację działania. 
Dziękujemy też wszystkim osobom z Fundacji Itaka, które były zaangażowane w tę sprawę, a o których nawet nie wiemy. Dodam również, że dzięki informacji z Waszej strony internetowej zdecydowaliśmy się zgłosić zaginięcie.Działanie Waszej Fundacji ma olbrzymie znaczenie czego właśnie mieliśmy okazję doświadczyć...Życzymy sukcesów w tej trudnej pracy, bo mimo, że nie jest łatwa dla Was, to ma sens!

Z poważaniem,
Mirosława oraz rodzina

Ty też możesz pomóc w poszukiwaniach! Przekaż darowiznę! 

Pan Paweł, 35 lat

Szanowni Państwo
 
teraz,gdy syn mój Paweł został odnaleziony, gdy na "luzie" przeglądałem strony internetowe uświadomiłem sobie ogrom pracy i zaangażowania Fundacji ITAKA włożony w poszukiwanie mojego syna. Zachowam zapisane strony, abym mógł pokazać je synowi po jego powrocie do domu.Jestem pod ogromnym wrażeniem szybkości i zakresu działania. 
 
Z wyrazami wdzięczności 
Ryszard

Dzięki Twojej pomocy odnajdziemy kolejne osoby! Przekaż darowiznę! 

Pani Zofia, 68 lat

"Przesyłam płynące z głębi serca wyrazy wdzięczności dla pracowników i wolontariuszy fundacji Itaka, w związku z poszukiwaniem mojej zaginionej żony Zofii Moeschke oraz za wsparcie w ciężkich dla mnie chwilach. Jeszcze raz serdecznie dziękuję.
 
Bogdan Moeschke
 
P.S. Na pewno przekażę 1%  podatku Fundacji Itaka przy jego rozliczaniu. Dotychczasową wpłatę traktuję jako drobną darowiznę."

Ty też możesz pomóc w poszukiwaniach! Przekaż darowiznę! 

Pan Romuald, 50 lat

Krótki list od żony pana Romualda po odnalezieniu: 

Dziękuję za Państwa wkład w poszukiwania, dziękuję za troskę i chęć pomocy. 

Z poważaniem,
Danuta Graczyk
 

Ty też możesz pomóc w poszukiwaniach! Przekaż darowiznę! 

Pan Marek, lat 37

Sprawa Pana Marka była jedną z tych, w której natychmiastowe wszczęcie akcji poszukiwawczej było koniecznością nadrzędną, bo też pokierowane szczególną specyfiką sytuacji. Ze zgłoszenia bowiem wynikało, że zaginiony jest w bardzo złym stanie psychicznym, co zawsze obarczone jest wysokim stopniem ryzyka, jeśli chodzi o możliwość tragicznego zakończenia całego przebiegu wydarzeń. 

Z ostatniej rozmowy z zaginionym wynikało, że boryka się on z problemami finansowymi. Poza tym okazało się że żona Pana Marka jest w ciąży. Jakkolwiek ta radosna informacja, w całej trudnej sytuacji materialnej rodziny, spowodowała kolejne napięcie u Pana Marka. Poczucie odpowiedzialności za bliskich, stereotyp mężczyzny jako głowy rodziny i jedynego żywiciela, na którym spoczywa obowiązek zapewnienia domownikom godnego bytu, w tym momencie bardzo go obciążył.
 
Dodatkową przesłanką, do tego że Pan Marek może doświadczać ogromnego bólu fizycznego i psychicznego była informacja, że w przeszłości cierpiał na depresję. Okoliczności ostatniego spotkania potwierdzały możliwość nawrotu choroby. Niepokojące sygnały to: roztrzęsienie, silny stres, kłopoty z koncentracją, postawa wycofania.
 
Ostatnim razem widziano go w kościele, po czym oddalił się w nieznanym kierunku i nie wrócił już do domu. Wszczęto poszukiwania. Początkowo zaangażowano najbliższą rodzinę i znajomych. Przeszukano okolicę. Fundacja ITAKA w tym czasie rozpowszechniła komunikat o zaginięciu na portalach ogólnopolskich oraz poprosiła o pomoc Straż Miejską. Kolejnego dnia Pan Marek się odnalazł. Nie potrafił odnieść się do tego co się stało. Miał zaniki pamięci. 

Historia Pana Marka potwierdza coraz powszechniejszą  tendencję, według której jedną z najczęstszych przyczyn zaginięć jest depresja. Z opisu bliskich wynikało, że zaginiony po ciężkich przeżyciach ostatnich miesięcy przeżywał silny stres. Stał się zamknięty w sobie, apatyczny i przejawiał niskie poczucie własnej wartości. Unikał kontaktów, stał się obojętny, nic nie potrafiło wprawić go w dobry humor. 

Ciężkie doświadczenia z życia osobistego u każdego mogą wywołać objawy choroby. Ważne jednak by zdać sobie sprawę z problemu i podjąć działania. Niejednokrotnie najważniejsze  w takich momentach jest wsparcie bliskich. 
 

Ty też możesz pomóc w poszukiwaniach! Przekaż darowiznę! 

 

Pan Jacek, 52 lata

Pan Jacek pojechał wraz ze znajomym do Hiszpanii, odwiedzić rodzinę. W trakcie jednego z postojów na parkingu zniknął. Kolega czekał na niego całą dobę, jednak zaginiony nie powrócił.

Zaginięcie zgłoszono hiszpańskiej policji, ale zaniepokojona córka postanowiła poszukać wsparcia również w Fundacji ITAKA. Zastanawiała się też, czy nie pojechać do Hiszpanii i nie podjąć poszukiwań na własną rękę.

Pracownicy Fundacji rozpoczęli poszukiwania od publikacji komunikatów zaginięcia w polskich mediach. Natychmiast też  skontaktowali się z polonijnymi gazetami w Hiszpanii i polskim konsulatem.  Pewnego dnia okazało się, że Pan Jacek został zatrzymany przez policję. Córka zaginionego pojechała od razu do  Hiszpanii, ale tam czekała na nią zła wiadomość. Pan Jacek w efekcie drobnej pomyłki odzyskał wolność jeszcze przed jej przyjazdem. Podobno pojechał do Madrytu. Niedługo potem do ITAKI zadzwoniła polska pielęgniarka pracująca w madryckim szpitalu. Rozpoznała zaginionego w jednym z pacjentów przyjętych na oddział.

Córka pana Jacka nie kryła radości, gdy pracownicy ITAKI przekazywali jej wiadomość o odnalezieniu ojca. Szybko okazało się, że znajomy po prostu zostawił Pan Jacka na parkingu, a ten został potem napadnięty i okradziony. Córka poprosiła mieszkającą w Hiszpanii rodzinę, aby odebrała ojca ze szpitala i i dopilnowała, aby wsiadł do samolotu. Odebrała go potem z lotniska w Polsce i bezpiecznie zawiozła do rodzinnego domu.

Ty też możesz pomóc w poszukiwaniach! Przekaż darowiznę! 

Pani Barbara, 43 lata

Panią Barbarę czekał pracowity tydzień, miała rozpocząć go od zrobienia sprawunków w centrum miasta i po kilku godzinach wrócić do domu. Tak się jednak nie stało. Nadeszło popołudnie, a pani Barbara wciąż nie wracała i nie dawała znaku życia.

Zaniepokojona siostra oraz mąż wielokrotnie próbowali się dodzwonić do pani Barbary. Sprawdzili konto bankowe, ubyła jedynie niewielka kwota, przeznaczona na kilkudniowe zakupy. Rodzina rozszerzyła więc krąg poszukiwań – kontaktowali się ze znajomymi, pobliskimi szpitalami. W końcu zawiadomili policję oraz Itakę.

Policja rozpoczęła swoje działania, Itaka – publikację zdjęć pani Barbary na stronie zaginieni.pl oraz w mediach. W tym przypadku szybkie działanie okazało się kluczem do sukcesu. Do kilku dniach od zaginięcia pani Barbary do Itaki zadzwonił pracownik jednego ze szpitali z informacją, że zgłosiła się do nich kobieta bez dokumentów, niepamiętająca swojej tożsamości. Pracownik na wszelki wypadek przejrzał bazę osób zaginionych Itaki i na jednym ze zdjęć rozpoznał  panią Barbarę. Zawiadomiliśmy policję, która  szybko potwierdziła tożsamość zaginionej i skontaktowała ją z rodziną. 

Dzięki Twojej pomocy, będziemy mogli napisać więcej takich historii. Przekaż darowiznę i pomóż w poszukiwaniach!

Michalina, 20 lat

Pewnego dnia, właściwie z dnia na dzień, Michalina powiedziała swojemu chłopakowi, Jackowi, że wyjeżdża do pracy do Niemiec. Jak powiedziała, ogłoszenie znalazła w Internecie. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy i nie zostawiając bliskim informacji o szczegółach planu, wyjechała.

Jacek początkowo myślał, że to głupi żart. Dziewczynie zdarzały się wcześniej ucieczki z domu, jednak wtedy przez cały czas była w kontakcie z rodzicami. Tym razem sytuacja wyglądała inaczej. Zaniepokojony przedłużającym się brakiem kontaktu zgłosił zaginięcie Michaliny policji i do Fundacji ITAKA. Odnalazł także osobę, z którą dziewczyna kontaktowała się w sprawie pracy. Niestety mężczyzna ten w bardzo wulgarnych i agresywnych słowach wmawiał Jackowi, że Michalina jest osobą dorosłą i nie musi utrzymywać kontaktu z bliskimi. Nie udzielił też Jackowi żadnych informacji o losie Michaliny.

Ostatecznie okazało się, że bar, w którym miała pracować zaginiona to dom publiczny. Na szczęście udało jej się uciec, zanim wydarzyło się coś złego. Znalazła schronienie u życzliwej polskiej rodziny, a potem bezpiecznie wróciła do domu i do Jacka.

Możesz nam pomóc ocalić wiele osób! Twoja darowizna pozwoli nam działać!

Pani Anna, 52 lata

Pani Anna przyjechała na wakacje do swojego rodzeństwa. Nie widują się zbyt często, ponieważ rodzeństwo mieszka na wsi we wschodniej Polsce, a pani Anna pracuje w zachodniej części kraju. Niemal od razu pani Anna zwierzyła się im, że ma problemy w pracy. Doszło do poważnej kłótni między nią a jej przełożonymi. Ponieważ była to pierwsza tak trudna sytuacja w życiu zawodowym pani Anny, bardzo ją przeżyła.

Po kilku dniach urlopu pani Anna miała wrócić do pracy, pojechać najpierw do innego oddziału firmy. Szybko zorientowano się, że pani Anna tam nie dotarła. Ostatnie wiadomości wysyłała z pociągu, pisząc, że już dojechała na miejsce.

Rodzeństwo zawiadomiło policję i skontaktowało się z Itaką. Nawiązaliśmy kontakt z kilkoma oddziałami firmy pani Anny, jednak w żadnym nie widziano jej ostatnio. Itaka przystąpiła do publikacji zdjęć zaginionej. Po kilku dniach dotarły do nas pierwsze informacje, że zaginioną widziano na południu Polski. Przekazaliśmy je policji, która starała się ustalić, czy była to pani Anna. Niestety wtedy nie udało jej się znaleźć.
Rodzina nie traciła nadziei na powrót pani Anny. Wciąż ponawialiśmy publikacje z wizerunkiem zaginionej, rozszerzyliśmy zakres działań o teren południowej Polski oraz media ogólnopolskie.

Po kilku tygodniach pani Anna sama wróciła do domu. Mówiła, że sytuacja zawodowa była dla niej na tyle przykra i przygnębiająca, że potrzebowała dłuższej przerwy, aby przemyśleć, co powinna zrobić.

Joanna, 14 lat,

Joanna jak co dzień wsiadła do autobusu, żeby jechać do szkoły. Tym razem jednak, wysiadła przystanek wcześniej. Następnie widziana była w barze w pobliskiej miejscowości, skąd według późniejszych zeznań obsługi wybiegła przestraszona. Kilka dni później, z jej numeru zostały wysłane smsy do znajomych, jednak nie pojawiła się w domu ani nie skontaktowała się z rodziną.

Rodzice Joanny zgłosili zaginięcie córki na policji, gdzie poradzono im kontakt z Fundacją ITAKA. Informacje zebrane wśród znajomych i nauczycieli Joanny były niepokojące – dziewczynka w ciągu ostatnich miesięcy była na przemian agresywna i zamknięta w sobie, podejrzewano kontakt z narkotykami, chodziły również plotki, że spotyka się z dużo starszymi od siebie mężczyznami poznanymi przez Internet. Dodatkowo, chłopak, z którym spotykała się wcześniej, nakłaniał ją do prostytucji; rodzina, obawiała się, że dziewczyna może zostać wywieziona za granicę.

Pracownicy ITAKI poprosili o pomoc La Stradę, organizację zajmującą się przeciwdziałaniem handlowi ludźmi. Oprócz tego, wysłane zostały komunikaty medialne, informacje do konsulatów oraz wiadomości do Joanny za pośrednictwem portali społecznościowych, na których była zarejestrowana. Okazało się, że Joanna zwierzała się siostrze ciotecznej, że chce wyjechać do Niemiec i tam szukać zatrudnienia oraz że spotyka się z dużo starszym mężczyzną, żaliła się też, że po przeprowadzce źle się czuje w nowym miejscu zamieszkania, nie ma tam znajomych. Załamana niewyjaśnionym zniknięciem siostra, która z nikim nie rozmawiała na temat informacji przekazywanych przez Joannę, trafiła do szpitala psychiatrycznego. W tym samym czasie na policję zgłosił się mężczyzna, którego rodzina zaginionej podejrzewała o jej przetrzymywanie, twierdząc, że dziewczyna odzywała się do niego i ma się jeszcze odzywać.

Pracownicy ITAKI skontaktowali się z redakcją programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, licząc że telewizyjna publikacja pomoże rozwiązać trwające już prawie miesiąc zaginięcie. 3 dni później do ITAKI zadzwoniła matka Joanny
z informacją, że jedzie odebrać dziewczynę z komisariatu policji. Nie wyjaśniła okoliczności zaginięcia córki, powiedziała jednak, że Joanna od tej pory będzie ona mieszkać z siostrą cioteczną, z którą ma lepszy kontakt, w miejscowości, gdzie ma dużo znajomych.

Pani Krystyna, 42 lata

Pani Krystyna mieszkała z mężem i trójką dzieci w niewielkiej miejscowości na wschodzie Polski. 1 września 2004 roku odprowadziła 9-letną córeczkę do szkoły na rozpoczęcie roku szkolnego. Tego dnia rodzina widziała ją po raz ostatni. Nie pojawiła się już w pracy, nie wróciła też do domu.

Bliscy zgłosili zaginięcie policji, jednak przez kolejne dni, tygodnie, miesiące nic nie udawało się wyjaśnić. Dopiero po kilku latach siostra pani Krystyny zadzwoniła do Fundacji ITAKA pytając co jeszcze można zrobić. Pracownicy Fundacji skontaktowali się z mężem zaginionej i dwójką jej dorosłych synów. Próbowali poznać więcej szczegółów, by móc skuteczniej szukać Pani Krystyny. Niestety ani mąż ani synowie nie chcieli rozmawiać z ITAKĄ.

Za zgodą siostry Pani Krystyny i w porozumieniu z policjantem prowadzącym sprawę pracownicy ITAKI zaczęli rozsyłać komunikaty ze zdjęciem Pani Krystyny do mediów. Najpierw lokalnych, a potem także ogólnopolskich. Po kolejnych rozmowach psychologa z rodziną okazało się, że jeszcze przed zaginięciem w rodzinie było wiele konfliktów, które zaogniły się po zniknięciu Pani Krystyny. Mąż Pani Krystyny na nowo ułożył sobie życie, pozamykał stare sprawy i nie utrzymywał kontaktów z jej siostrą.

Fundacja ITAKA przez ponad 3 lata rozpowszechniała wizerunek Pani Krystyny, jednak bez żadnego rezultatu. Zdesperowana rodzina, mimo braku aprobaty ITAKI,  zgłosiła się nawet do jasnowidza. Ten krok nie dość, że nie pomógł rozwiązać sprawy to tylko pogłębił smutek siostry, która usłyszała od jasnowidza, że Pani Krystyna nie żyje.
Pewnego dnia, gdy mijało już blisko 8 lat od zaginięcia Pani Krystyny do Fundacji ITAKA przyszedł list. Napisała go Pani Krystyna. Pewnego dnia zobaczyła swoje zdjęcie w gazecie. Wzruszona i zaskoczona, że ktoś jej szuka, napisała długi list z wyjaśnieniami. Okazało się, że przyczyną jej odejścia z domu była zdrada męża. Wtedy, 8 lat temu, po odprowadzeniu córeczki do szkoły miała zamiar odebrać sobie życie. Ale spotkała obcego mężczyznę, który odwiódł ją od tego pomysłu.  Z tym mężczyzną jest do dziś.

Psycholog ITAKI zadzwonił do Pani Krystyny. To była długa i trudna rozmowa, ale bardzo potrzebna Pani Krystynie. Usłyszała słowa wsparcia i otuchy. Zgodziła się przekazać rodzinie informację, że żyje. Zachęcona przez psychologa postanowiła też napisać list do siostry, który przekaże za pośrednictwem ITAKI.  Gdy powiedzieliśmy o tym siostrze Pani Krystyny, przez dłuższy czas nie mogła wydobyć z siebie słowa. Była w szoku. Ale była też bardzo szczęśliwa. Teraz czeka na list od siostry.

Pan Grzegorz, 35 lat

Jak co dzień Pan Grzegorz rano pożegnał żonę i 5-letniego synka i pojechał do pracy. Po służbowym spotkaniu, wybrał się do jednego ze sklepów, z którymi współpracował. Jednak nie dotarł tam, nie wrócił też wieczorem do domu.

Zaniepokojona żona pana Grzegorza natychmiast zgłosiła sprawę policji, powiadomiła też Fundację ITAKA. Opowiedziała, że mąż jest osobą bardzo sumienną, spokojną i przywiązaną do rodziny. W ostatnim czasie  jednak nadmiar obowiązków związanych z pracą, kolejnymi studiami i wychowaniem małego dziecka mógł okazać się dla niego zbyt przygniatający. Żona we współpracy z policją błyskawicznie podjęła wszystkie możliwe działania – sprawdzono gdzie loguje się telefon komórkowy i palmtop, żona wysłała smsy z prośbą o kontakt, zaangażowała też znajomych w rozwieszanie plakatów oraz rozpowszechnianie informacji na portalach społecznościowych.

Fundacja ITAKA zajęła się powiadomieniem lokalnych mediów i placówek społecznych w województwie. Po 2 dniach pełnych nerwów, pan Grzegorz został zatrzymany przez policję. Znajdował się w trudnym stanie psychicznym. Żona odebrała go z komisariatu, od razu pytając pracowników Fundacji, jak mogłaby zapewnić mu niezbędne wsparcie psychologiczne.

Kilka dni później zadzwoniła podziękować za wsparcie organizacyjne i psychologiczne. Chciała też dowiedzieć się o placówki zajmujące się terapią rodziną, aby lepiej komunikować się z mężem i już nigdy nie dopuścić do zaistnienia takiej sytuacji.

Mariusz, 15 lat

Mariusz zniknął na początku lipca. Pewnego dnia wyszedł z domu i nie wrócił. Rodzina szybko odkryła, że zabrał ze sobą spakowany plecak. Przeglądając rzeczy w pokoju Mariusza nabrali  podejrzeń, że planował on ucieczkę już od jakiegoś czasu. 
Po zniknięciu Mariusza rodzina natychmiast podjęła działania, angażując  w poszukiwania swoich najbliższych, przyjaciół i znajomych nastolatka. Od razu została także zawiadomiona policja i fundacja ITAKA. 

Z informacji, które docierały do ITAKI od rodziny wyłaniał się obraz zagubionego nastolatka, który miał ostatnio problemy w szkole, kłócił się z rodzicami, wykazywał  zachowania agresywne.  

Fundacja ITAKA szybko podjęła działania – zdjęcie Mariusza zostało zamieszczone na stronie zaginieni.pl, komunikat o jego zaginięciu został wysłany do portali ogólnopolskich, mediów, schronisk i noclegowni, a także do straży miejskiej w województwie, w którym zaginął Mariusz. Kilka dni później matka Mariusza otrzymała informację, że nastolatek może przebywać na drugim końcu Polski. ITAKA poszerzyła więc działania o kolejne województwo. Informacja okazała się wiarygodna i bardzo szybko została potwierdzona, w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Mariusz został wylegitymowany przez policję w Pucku. Matka nastolatka poinformowała ITAKĘ o zakończeniu poszukiwań syna – pojechała zabrać go z powrotem do domu. 

Ilona, 17 lat

Ilona mieszkała wraz z siedmioma osobami w jednopokojowym mieszkaniu. Dziewczyna nie miała własnego łóżka, spała na podłodze. Ciężkiej sytuacji materialnej towarzyszyły też konflikty rodzinne. Dziewczyna często kłóciła się z matką, która nie interesowała się jej sprawami, była zaś skłonna do awantur. Nastolatka kilkakrotnie uciekała z domu, ale zawsze po paru dniach wracała.

Pewnego dnia po powrocie ze szkoły Ilona zabrała swoje rzeczy osobiste i wyszła z domu. Tym razem jednak nie wróciła po kilku dniach. Matka zgłosiła zaginięcie córki na policję, a po 9 miesiącach także do Fundacji Itaka.

Informację o poszukiwaniu nastolatki zespół ITAKI opublikował na swojej stronie www.zaginieni.pl, rozesłano także komunikaty do portali internetowych, mediów ogólnopolskich oraz lokalnych. Po pewnym czasie pracownicy ITAKI odnaleźli profil zaginionej na portalu nk.pl i  zaoferowali pomoc psychologiczną i prawną. Działania te szybko przyniosły skutek. ITAKA otrzymała informację, że Ilona spodziewa się dziecka i mieszka ze swoim chłopakiem u jego rodziców. Ci myśleli, że Ilona jest pełnoletnia, a jej rodzicie wyrzucili ją z domu. Dziewczyna zaniepokoiła się, że będzie musiała wrócić do domu.

Poprzez informatora ITAKA skontaktowała się z nastolatką i zaoferowała pomoc prawną. Ilona mogła wystąpić do sądu rodzinnego z wnioskiem o wydanie zezwolenia na zawarcie związku małżeńskiego. Takie rozwiązanie dawałoby jej pełną zdolność do czynności prawnych, jaką posiadają osoby pełnoletnie. Również rodzina, u której przebywała Ilona mogła wystąpić do sądu rodzinnego o ustanowienie jej rodziną zastępczą dla dziewczyny, jednak w przypadku odmowy sądu, dziewczynie groziło trafienie do placówki opiekuńczej.

Po otrzymaniu tych informacji Ilona zadzwoniła do ITAKI. Razem ze swoim partnerem zdecydowali, że wystąpią do sądu o zgodę na małżeństwo. Nastolatka pojawiła się także na komisariacie policji, gdzie spotkała się z matką. Matka dowiedziała, się, gdzie córka przebywa i policja zamknęła poszukiwania. Ilona szczęśliwie urodziła dziecko, zaś do czasu uzyskania przez nią zdolności do czynności prawnych opiekunami dziecka zostali rodzice jej chłopaka.
 

Maciek, 17 lat

Maciek uciekł przed świętami Bożego Narodzenia. Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Tuż przed zaginięciem zadzwonił do swojej mamy, której powiedział, że czeka na autobus i właśnie wraca do domu. Jednak do wieczora nie dotarł do domu. Tuż przed zniknięciem usunął konta na FB i NK.

Mama, która zgłosiła do Fundacji ITAKA zaginięcie, opowiedziała o życiu syna. Maciek jest osobą homoseksualną. Przez rok spotykał się z przyjacielem. Przyjaciel wyjechał za granicę. Maciek poznał wtedy nowego chłopaka, który był bardzo zaborczy. Mama czekała 2 dni ze zgłoszeniem sprawy na policję i do ITAKI, ponieważ miała nadzieję, że syn jest na gigancie z byłym partnerem, który właśnie wrócił z zagranicy, a nie chciał nikogo o tym informować. Okazało się jednak, że nie są razem. Nie chciała także o związku informować policji, ponieważ bała się, że w małej miejscowości takie informacje szybko się rozejdą, a syn by sobie tego nie życzył.

Mama dawała synowi pełne poparcie, uważała, że szuka on swojej tożsamości, a rodzina powinna go w tym wspierać. Według niej Maciek przez ostatni miesiąc zaczął się dziwnie zachowywać – stał się bardziej milczący, nie chciał rozmawiać o swoim życiu, zaczął wagarować, co wcześniej mu się nie zdarzało. Mama zauważyła tę zmianą od czasu jego wspólnego wyjazdu z grupą przyjaciół.

Fundacja ITAKA publikowała zdjęcia Maćka w mediach. Jego rodzina rozwieszała plakaty w rodzinnej miejscowości. Szybko zaczęli odzywać się do ITAKI informatorzy, którzy twierdzili, że widzieli, jak Maciek chodzi po ulicach w niedalekim, dużym mieście. Przekazaliśmy informacje policji i rodzinie.

Po kilku godzinach zadzwoniła do nas mama. Okazało się, że policji udało się odnaleźć Maćka. Był  cały i zdrowy. Chciał zrobić sobie kilkudniowy odpoczynek od wszystkich, a gdy zorientował się, że jest poszukiwany, przestraszył się i zaczął ukrywać. Okazało się, że Maciek ma problemy w szkole, o których nikomu nie mówił. Przyznał się, że nie radzi sobie z nauką. Po rozmowie z psychologiem mama zdecydowała, że zgodzi się na zmianę szkoły. Maciek chciał zdobyć wykształcenie jako technik weterynarii, liceum było dla niego zbyt obciążające.  


Tomek, 16 lat

Zaginięcie Tomka zgłosiła do ITAKI jego mama. Wcześniej jeden z pracowników Fundacji znalazł ogłoszenie o poszukiwaniach chłopca i zadzwonił na policję oferując pomoc w poszukiwaniach. O propozycji Fundacji policjant poinformował Mamę Tomka, która chętnie z pomocy skorzystała.

Mama Tomka opowiedziała o okolicznościach jego zaginięcia: ostatni raz widziany był na dworcu PKP, kiedy kupował bilet w nieznanym kierunku. Mama nie wiedziała skąd miał pieniądze na bilet. Na monitoringu widać było, że Tomek był przygotowany na wyjazd: zmienił kolor włosów, miał spakowaną walizkę, wziął ubrania z domu. Mama dowiedziała się także, że kupił nową kartę do telefonu, ale nikomu nie podał numeru.

W ubiegłym roku rodzice Tomka rozwiedli się, a on przeżył wtedy ciężkie załamanie: miał kilka prób samobójczych. Leczył się w poradni psychiatrycznej i neurologicznej. Tomek nie mógł też zdecydować się z którym z rodziców chciałby mieszkać i kilkakrotnie przeprowadzał się od mamy do taty, aby po kilku tygodniach znów zmienić zdanie. Dzień przed zaginięciem spotkał się ze swoim ojcem i podobno znów chciał się do niego przeprowadzić, jednak tym razem ojciec nie zgodził się od razu i powiedział, że musi to przemyśleć. Ojciec w tym czasie związał się z nową partnerką. Tomek miał bardzo bujną wyobraźnię i dużo fantazjował o swojej przyszłości.

Fundacja ITAKA rozpoczęła poszukiwania. W czasie poszukiwań matka regularnie kontaktowała się z psychologiem Fundacji pod numerem 116 000. W trakcie tych rozmów okazało się, że Tomek jest uwikłany w konflikt między rodzicami. Za namową Fundacji matka skontaktowała się też z terapeutą syna, aby sprawdzić, czy wspominał o planowanej ucieczce. Psycholog ITAKI wysłał do Tomka wiadomość na portalach internetowych z prośbą o kontakt pod numerem 116 000.    

Wkrótce mama Tomka dowiedziała się, że miał on zaoszczędzone pieniądze i że mówił kolegom o zamiarze wyjazdu do Holandii. Fundacja ITAKA rozpoczęła działania na terenie Holandii oraz skontaktowała się z tamtejszym Czerwonym Krzyżem aby poprosić o pomoc w poszukiwaniach. Mama zaginionego przekazała Fundacji kontakt do znajomego syna, który przeprowadził się do Holandii. Okazało się także, że Tomek tuż przed ucieczką zakładał nowe konta na portalach społecznościowych, gdzie podawał, że mieszka w Niemczech. ITAKA zaczęła szukać także i tam.  Wkrótce okazało się, że Tomek zaczął odzywać się do swoich znajomych przez portale społecznościowe. Twierdził, że jest we Francji i potrzebuje pomocy. Matka napisała do Tomka, ten odpowiedział, że faktycznie przebywa we Francji i że chce aby go odebrać. Po chłopca pojechał ojciec – matka stwierdziła, że zrozumiała, że musi pozwolić mu bardziej włączyć się w wychowanie syna. Do tej pory cała odpowiedzialność za jego leczenie brała na siebie.

Mama poprosiła też Fundację o pomoc w znalezieniu ośrodka, który mógłby pomóc w leczeniu Tomka. Bardzo poprosiła też o wskazówki dotyczące tego, jak rozmawiać z Tomkiem po jego powrocie do domu – była bardzo zdenerwowana zaistniałą sytuacją i nie chciała dopuścić do ponownej ucieczki. 

Pan Andrzej, 24 lata

Pan Andrzej studiował ekonomię w Krakowie, ale rzucił studia. Nie pracował, zamknął się w sobie, stal się drażliwy. Sprawiał wrażenie osoby, która ma problemy. Pewnego wieczoru wyszedł zdenerwowany z domu i nie wrócił.

Zaniepokojona rodzina zgłosiła zaginięcie policji, poprosiła też ITAKĘ o pomoc w poszukiwaniach. Rodzice przeszukali komputer zaginionego, dzięki czemu udało się ustalić, że może przebywać w Krakowie. ITAKA natychmiast rozpoczęła działania.

Komunikaty informujące o poszukiwaniu pana Andrzeja zostały rozesłane do prasy i portali internetowych. Plakaty z jego zaginięciem wysłano do publicznych środków transportu w Krakowie, noclegowni, ośrodków pomocy społecznej, a także hosteli. To był dobry trop. Do ITAKI zadzwoniła pracownica jednego z  hosteli z informacją, że zaginiony u nich bywa. Na jej prośbę pan Andrzej napisał do Fundacji. Poinformował pracowników ITAKI, że nie życzy sobie kontynuowania poszukiwań i nie chce mieć kontaktu z rodziną.

Specjaliści Fundacji zweryfikowali tożsamość pana Andrzeja i poinformowali rodzinę, że poszukiwany się odnalazł. Rodzina ucieszyła się z wiadomości i zaakceptowała brak woli kontaktu.

Pan Władysław, 50 lat

Pan Władysław wyjechał do pracy do Holandii. Miał problemy zdrowotne, więc pracy nie podjął. Pewnego dnia wyszedł z domu do sklepu i nie wrócił. Rodzina w kraju niezwłocznie po otrzymaniu informacji o zaginięciu wszczęła poszukiwania i poprosiła Fundację ITAKA o pomoc.

Pracownicy Fundacji natychmiast skontaktowali się z polską ambasadą w Holandii oraz rozpoczęli poszukiwania na terenie tego kraju. Plakat ze zdjęciem zaginionego wysłano do polskich sklepów oraz do mieszkających w Holandii Polaków, którzy oferowali pomoc. Komunikat z informacją o poszukiwaniach przesłano także do holenderskich mediów.

Po kilku dniach poszukiwania odniosły skutek. Okazało się, że pan Władysław trafił do szpitala. W ustaleniu tego faktu bardzo pomógł polski konsulat. Gdy rodzina dowiedziała co się stało z panem Władysławem natychmiast kupiła mu bilet na autobus powrotny do kraju. Konsulat pośredniczył w kontakcie ze szpitalem, który zorganizował panu Władysławowi transport do autokaru. Pan Władysław szczęśliwie dotarł do rodziny w Polsce.

Pani Iwona, 27 lat

W sierpniu 1998 r. pani Iwona wyjechała do pracy do Rzymu.  Obiecała dzieciom, że na Boże Narodzenie będzie znów w domu. Mijały jednak kolejne dni, tygodnie i miesiące, a pani Iwona nie dawała znaku życia. Rodzina próbowała nawiązać kontakt z kobietą, jednak bezskutecznie.  Po kilku miesiącach opiekę prawną nad dziećmi przejęła ich babcia.

Rodzina zdecydowała się zgłosić zaginięcie policji dopiero po kilku latach. W 2008 r. zgłoszenie zaginięcia wpłynęło do Fundacji ITAKA. Zdjęcie zaginionej natychmiast pojawiło się w internetowym serwisie ITAKI, www.zaginieni.pl. Pracownicy Fundacji przesłali plakat ze zdjęciem pani Iwony do polskich sklepów we Włoszech. Swoją pomoc zaoferowali także mieszkający we Włoszech Polacy, którzy pomogli w rozwieszaniu plakatów. Komunikat o zaginięciu kilkakrotnie pojawiał się w prasie polonijnej, po raz ostatni wiosną 2011 r.

Pewnego dnia pani Iwona zobaczyła komunikat ITAKI w Internecie. Zdecydowała się napisać maila do Fundacji, w którym informowała, że jest cała i zdrowa. Pracownicy ITAKI zweryfikowali tożsamość kobiety i poinformowali, że powinna złożyć stosowne oświadczenie na komisariacie lub w konsulacie. Wtedy poszukiwania zostaną zakończone.  

Pracownicy Fundacji zachęcali panią Iwonę do kontaktu z rodziną. Po kilkunastoletniej rozłące kobieta bardzo obawiała się kontaktu, jednak chciała wiedzieć co słychać u jej bliskich. Oni także mieli ciągle nadzieję na jej powrót.

Informacja o odnalezieniu pani Iwony bardzo ucieszyła rodzinę. Gdy pracownicy Fundacji opowiedzieli kobiecie o reakcji rodziców, pani Iwona odważyła się do nich zadzwonić. Wkrótce doszło do spotkania. Po 13 latach rozłąki rodzina była znów razem.

Pan Dariusz, 27 lat

Pan Dariusz, spokojny 27-latek z małej miejscowości na Podkarpaciu. wyjechał w czerwcu 2010 r. do Warszawy
w poszukiwaniu pracy. W nowym miejscu mieli mu pomóc znajomi. Przed wyjazdem do stolicy pan Dariusz mieszkał
z matką, która nie znała jednak jego kolegów z Warszawy. Często rozmawiał przez telefon, ale nie chciał powiedzieć z kim.

Po wyjeździe z domu przez kilka miesięcy regularnie dzwonił do matki.  W rozmowie telefonicznej z 3 listopada powiedział, że za kilka dni będzie w domu. Gdy nie pojawił się do połowy listopada, matka rozpoczęła poszukiwania i zgłosiła zaginięcie na policji, a także do   Fundacji ITAKA.

Od razu rozpoczęliśmy poszukiwania. Na naszej stronie internetowej pojawiła się informacja o zaginięciu, komunikat ze zdjęciem rozesłaliśmy do mediów regionalnych i ogólnopolskich oraz do straży miejskiej w Warszawie. Plakat wysłaliśmy też do ośrodków pomocy społecznej, gdyż istniała obawa, że pan Dariusz miał problemy i tam trafił. Matka podejrzewała, że pan Dariusz wyjechał za granicę, dlatego zapytaliśmy konsulaty w państwach europejskich, czy nie kontaktował się
z nimi. Znaleźliśmy też profil zaginionego na portalu nk.pl i wysłaliśmy do niego wiadomość z prośbą o kontakt z nami bądź z rodziną.

Przez kilka miesięcy nie mieliśmy żadnych wieści o zaginionym. Byliśmy w stałym kontakcie z jego matką
i poszukiwaliśmy nowych tropów, ale bez rezultatu. Aż do lipca 2011r. Wtedy do ITAKI zgłosił się informator, który napisał że pan Dariusz mieszka u kolegi na Śląsku. Informator podał także numer telefonu do kolegi. Zadzwoniliśmy. Informacja okazała się prawdziwa, udało nam się porozmawiać z panem Dariuszem i potwierdzić jego tożsamość. Powiedział, że nie chce mieszkać  z matką i zamierza zmienić swoje życie. Obiecał zadzwonić do matki. Niezależnie od tego ITAKA skontaktowała się z matką pana Dariusza i przekazała informacje o odnalezieniu.

pan Jacek, 51 lat

Pan Jacek pracował legalnie w Niemczech. Regularnie kontaktował się z żoną i córkami w Polsce. W 2000 r. kontakt się urwał. Rodzina ustaliła, że pan Jacek przestał pojawiać się w pracy. A przed zaginięciem miał problemy życiowe i nadużywał alkoholu. Po kilku miesiącach samodzielnych poszukiwań zaniepokojona rodzina zgłosiła zaginięcie na policję, a w 2010 r. do Fundacji ITAKA. Rodzina korzystała z pomocy jasnowidza, który zainkasował pieniądze, ale przydatnych wskazówek poszukiwawczych nie udzielił.

Poszukiwania rozpoczęliśmy od opublikowania komunikatu o zaginięciu na naszej stronie internetowej. Zapytaliśmy też konsulaty polskie w Niemczech, czy miały jakieś informacje o panu Jacku.

We współpracy z policją udało nam się uzyskać informacje, że zaginiony może pracować w Holandii. Komunikaty o poszukiwaniu wysłaliśmy więc do polonijnej prasy niemieckiej i holenderskiej, a plakaty do polskich sklepów w tamtym regionie.

Po kilku tygodniach pojawił się pierwszy trop. Okazało się, że niemiecka policja w Hamburgu wylegitymowała pana Jacka. Od kilku lat był bezdomny. Córka i siostra zaginionego pojechały do Hamburga go szukać, planowały odwiedzić miejsca, w których przebywają bezdomni. Po kilku dniach zadzwoniły do ITAKI, że udało się znaleźć pana Jacka i namówić go na powrót do domu.

Michał, 16 lat

16-letni Michał uciekł z domu. Przed ucieczką wpadł w złe towarzystwo, zaczął nadużywać alkoholu, okaleczał się. W pewnym momencie wyszedł z domu z dziewczyną i nie wrócił. Nie zerwał definitywnie kontaktów z rodziną,  co 2 tygodnie dzwonił do domu. Bał się, że z powodu zachowania oraz ucieczki zostanie skierowany do ośrodka wychowawczego, dlatego planował ukrywanie się do czasu osiągnięcia pełnoletniości. Rodzice próbowali przekonać Michała do powrotu do domu, a gdy się to nie udało, zgłosili zaginięcie do ITAKI.

ITAKA rozpoczęła poszukiwania od opublikowania komunikatów w mediach,  zarówno  w prasie drukowanej, jak i w internecie.  Znaleźliśmy konto Michała na naszej-klasie. Napisaliśmy do niego, oferując pomoc w rozwiązaniu problemów, poprosiliśmy o kontakt przez portal nk.pl albo poprzez darmowy, anonimowy numer  116 000. Michał odpowiedział, że jest za granicą, ale waha się, czy nie wrócić do domu, skontaktował się też z matką. Ponownie do niego napisaliśmy, tym razem proponując pomoc w powrocie do domu. Napisaliśmy, że jeżeli jest taka potrzeba, zawiadomimy odpowiednią jednostkę policji, w miejscu gdzie przebywa, aby go odebrali i aby mógł w bezpiecznym miejscu poczekać na przyjazd rodziny.

Przez cały czas ITAKA była w kontakcie z rodzicami Michała, którzy czuli się bezradni i nie wiedzieli, jak rozmawiać z synem. Psychologowie z Itaki  doradzili, jak rozmawiać z zaginionym nastolatkiem oraz jak zachować się po jego powrocie.

Tymczasem nastolatek, który przemieszczał się po Polsce i Czechach, po rozmowach z pracownikami ITAKI na portalu nk.pl, dał się przekonać do powrotu. Rodzice pojechali po niego do Czech.

 

Agata, 19 lat

 19-letnia Agata wyjechała na studia z Przemyśla do Katowic. Mieszkała na stancji. Pewnego dnia – pół roku po rozpoczęciu studiów - Agata nie pojawiła się w miejscu zamieszkania. Zniknęły też jej rzeczy osobiste, laptop i dokumenty. 

Agata to spokojna i niekonfliktowa osoba, z rodzicami miała dobre relacje. Nie miała żadnych planów wyjazdowych, nie przeżyła ostatnio zawodu miłosnego, nie miała problemów w relacjach towarzyskich.

Pracownicy ITAKI zapytali rodziców o miejsca, w  które chętnie jeździła zaginiona. Agata często bywała nad morzem oraz w Zakopanem. W tych miejscach rozpoczęliśmy poszukiwania. Dzięki życzliwości dzierżawców schronisk tatrzańskich nasze plakaty zawisły w schroniskach górskich. Plakaty pojawiły się też w samym Zakopanem.  Oprócz tego opublikowaliśmy komunikaty o zaginięciu opublikowaliśmy zarówno w mediach ogólnopolskich, jak i regionalnych we wszystkich miejscach, w których mogła przebywać Agata, czyli na Wybrzeżu, w Zakopanem, Katowicach i Przemyślu.

Agata przebywała w Zakopanem. Zobaczyła plakaty ITAKI i zadzwoniła do rodziców. Okazało się, że rzuciła studia i bała się, że zawiedzie rodziców. Niepotrzebnie! Rozmowa pomogła wyjaśnić obawy, a rodzice ucieszyli się z powrotu córki na do domu. 

pan Julian, lat 77

Szanowni Państwo,

w lipcu 2009 r. zaginął mój Dziadek. Po zasłabnięciu na ulicy trafił do szpitala, a po wyjściu z izby przyjęć nie trafił do domu. Zostało zgłoszone zaginięcie na policję, straż miejską i do Państwa na zaginieni.pl. Szukaliśmy go całe 3 dni i 4 noce. A on błąkał sie po ulicach Warszawy. Zrobiliśmy wszystko co się dało by go znaleźć, rozwieszaliśmy plakaty wydrukowane z Państwa strony internetowej, pytaliśmy kierowców autobusów, patrole policyjne na ulicy, nawet osoby bezdomne spotkane na ulicach Warszawy, pytaliśmy w noclegowniach i jadłodajniach czy go nie widziano. Na szczęście znalazł się. I teraz jest już pod naszą opieką, ponieważ nie może już sam mieszkać, jak to dawniej było przed zaginięciem, gdyż wymaga stałej opieki.

Zaginięcie członka rodziny to ogromne przeżycie. To straszna tragedia, której niestety doświadczyliśmy na własnej skórze. Uczucia i odczucia, jakie wtedy człowiekiem targają, są nie do opisania. Strach o to co się dzieje przez te parę dni z Dziadziusiem, niepokój, tęsknota, pustka, niewiedza co dalej robić i co dalej będzie jak sie nie znajdzie, bezradność...

Na szczęście trafiliśmy na Państwa fundację. Pomoc jaką otrzymaliśmy, wsparcie psychiczne i pomoc w szukaniu, danie ogłoszenia w Kurierze Warszawskim i gazecie naprawdę pomogło. Przez te parę dni poszukiwań dzwoniliście Państwo do nas z zapytaniem czy coś sie zmieniło i czy się odnalazł, dając nam możliwość rozmowy, wyżalenia się, nawet i wypłakania. Niestety z rodziną nie da się w takich momentach rozmawiać, bo każdy czuje w sercu żal, pustkę. I każdy przeżywa ten ból na swój sposób. Ale taka rozmowa, taki telefon z pytaniem jak się czuję i co już zrobiliśmy bardzo pomaga, bo ja w takim momencie czułam ze ktoś mi pomaga, ktoś stoi za mną z pomocna ręką, z dobrą radą co jeszcze mogę zrobić i ze wskazówkami gdzie jeszcze iść i gdzie szukać.

Uważam, że jesteście Państwo cudowną organizacją, bardzo pomocną, dajecie tak dużo wsparcia, pomocy. W tych trudnych dla mnie chwilach byliście zawsze pomocni, zawsze gotowi na udzielenie tej pomocy i przede wszystkim gotowi na rozmowę, która nie zawsze jest łatwa i przyjemna. Pracują u Was wspaniali ludzie, wyrozumiali, cierpliwi, godni zaufania, osoby które umieją słuchać i umieją doradzić, a takich jest bardzo mało w naszym społeczeństwie. Rozmowa zawsze przebiegała spokojnie, dano mi szansę na powiedzenie co czuję i zawsze dostałam dobre słowo i słowa, które na nowo obudziły we mnie nadzieję i dały mi jeszcze większą motywację do działania. W chwilach zwątpienia wiedziałam, że mogę zadzwonić i że nikt mnie nie zbyje byle czym i że zostanie mi poświęcony czas.

Dziękuję Państwu bardzo za okazaną pomoc i wsparcie psychiczne. Jesteście bardzo potrzebną jednostka, robicie bardzo dużo i dajecie bardzo dużo innym. Zostaliśmy przyjęci przez Was z otwartym sercem. Dziękuję za pomoc, wsparcie, dobre rady, wskazówki jak szukać i gdzie szukać. Dziękuję za okazane ciepło, dobroć, ludzki stosunek do tematu, wsparcie moralne i trzymanie na duchu. To od Państwa dostałam bodziec do działania, szukania, a w chwilach zwątpienia, że mój Dziadziuś może już nie żyć, słowa otuchy i nową siłę do działania. Jestem bardzo wdzięczna za to co Państwo dla nas zrobili.

Pozwoliliśmy sobie przekazać na konto Fundacji tzw. darowiznę, jako podziękowanie za okazaną nam pomoc. Jesteśmy Wam bardzo wdzięczni!

Trzymajcie tak dalej, pomagajcie innym. Państwa praca jest ogromna i nie do opisania. Oby tak dalej!
Jesteście cudowni i kochani!!

Z ogromnymi wyrazami szacunku i podziękowaniem za pomoc,
Wnuczka zaginionego z Rodziną
 

pan Michał, 65 lat

Szanowni Państwo,

Chcielibyśmy bardzo podziękować Fundacji ITAKA za zaangażowanie w poszukiwaniu naszego ojca. To dzięki informacjom zamieszczonym w bazie danych Fundacji zdołała do nas dotrzeć policja, co pozwoliło nam zidentyfikować ojca, jako ofiarę wypadku samochodowego.

Dziękujemy za profesjonalizm w działaniu, który dodaje sił i pozwala być przekonanym, że przedstawiciele ITAKI zrobią wszystko co w ich mocy, aby nie zostawić pokrzywdzonych samym sobie.

Dziękujemy za wszelkie wsparcie i oferowaną pomoc w tym trudnym dla nas okresie.

Małgorzata Zielińska.

pan Grzegorz, 39 lat

Grzegorz wyszedł z domu na spacer i już nie wrócił. Od dłuższego czasu miał problemy ze zdrowiem, które mogły skutkować zaburzeniami pamięci i orientacji w terenie. Wyszedł bez dokumentów, ubrany jedynie w lekką kurtkę. O zaginięciu poinformowała nas jego rodzina.

Bliscy Grzegorza niezwłocznie powiadomili policję. Osobiście sprawdzili szpitale i rozwiesili plakaty w całej okolicy. Bezskutecznie. ITAKA natychmiast opublikowała zdjęcie Grzegorza w serwisie www.zaginieni.pl oraz w lokalnej prasie. Przez kilka dni nie było żadnego sygnału.

Jedną z gazet – po dziesięciu dniach od zaginięcia Grzegorza – wziął w końcu do ręki pracownik jednego z okolicznych szpitali. Spojrzał na komunikat ze zdjęciem Grzegorza i rozpoznał w nim pacjenta. Okazało się, że akurat do tego szpitala rodzina wcześniej nie dotarła.

Dlaczego szpital nie zgłosił policji faktu, że ma pacjenta o nieznanych personaliach? Tego nie wiemy, ale wiemy, ze tak być nie powinno. Szpitala ma obowiązek natychmiast powiadomić policję o takim pacjencie.

Po publikacji komunikatu ITAKI w lokalnej gazecie bliscy dowiedzieli się, iż rozpoznano zaginionego wśród pacjentów szpitala odległego od domu 30 kilometrów. Po hospitalizacji Grzegorz wrócił do domu

pan Jerzy, 82 lata

Bardzo dziękuję Fundacji ITAKA za nieocenioną pomoc w poszukiwaniach mojego 82-letniego ojca, który zaginął 07.09.2008 r. i od dnia następnego rozpoczęły się jego poszukiwania. Za szybką reakcję na zgłoszenie o zaginięciu, słowa otuchy i wsparcia w tak trudnej dla mnie sytuacji. Za liczne telefony i bezinteresowne zaangażowanie.

Poszukiwania zakończyły się dla mnie sukcesem. W dniu 13.09.2008 r. ok. południa Fundacja ITAKA zawiadomiła mnie o miejscu pobytu mojego ojca. Jestem pełna uznania i szacunku dla Fundacji ITAKA i od dzisiaj wiem, ze to co robią pracownicy Fundacji ma sens.

Dziękuję wszystkim pracownikom Fundacji ITAKA za pomoc.

Z wyrazami szacunku i uznania,
Małgorzata Pietrzyk

pan Józef, 47 lat 

Józef wyjechał do pracy w Wielkiej Brytanii. W maju 2008 roku przestał kontaktować się z rodziną. Szukał go brat, którego niepokoił brak wieści od Józefa. Niepokój wzrósł, kiedy odebrał przesyłkę z Wielkiej Brytanii. Przesyłka zawierała dokumenty Józefa. 

Zdjęcie Józefa publikowaliśmy wielokrotnie w brytyjskiej prasie polonijnej. Bezskutecznie.

Postanowiliśmy przeszukać tamtejsze schroniska dla bezdomnych. W samym Londynie jest ich kilkadziesiąt. Wysłaliśmy do nich zdjęcie Józefa i krótką informację o jego zaginięciu.

To był strzał w dziesiątkę! Następnego dnia zadzwoniła Jola – Polka pracująca w schronisku w jednym z brytyjskich miast. Powiedziała, że zna Józefa i wie gdzie mieszka. Rozmawiała z nim zaledwie wczoraj.

Chwilę potem zadzwonił do nas Józef.

Ma się dobrze, jakiś czas temu zgubił dokumenty. Nie wiedział że brat go szuka. W takich sytuacjach zwykle nie wnikamy, dlaczego ktoś zrywa kontakt z rodziną. Nie oceniamy takiej postawy, nikogo nie pouczamy. Pytamy jedynie, czy odnaleziony skontaktuje się z rodziną. Józef obiecał, że natychmiast zadzwoni do brata i opowie mu, jak sobie radzi za granicą.

Natychmiast przekazaliśmy bratu dobrą nowinę. My też się cieszymy.

Ewa, 33 lata

Ewa w październiku 2002 pojechała do Czech w odwiedziny do znajomego. Od tamtej pory rodzina nie miała z nią kontaktu. Zaginęła, o czym rodzina poinformowała ITAKĘ. Zdjęcie zaginionej zamieściliśmy w naszej bazie na stronie zaginieni.pl.

Dzisiaj Ewa zadzwoniła do ITAKI, bo szperając po internecie, trafiła na nasz serwis zaginieni.pl. I zobaczyła swoją twarz. I swoje nazwisko, którego nie znała. A raczej którego nie pamiętała.

Dziś ma 33 lata. Prawie sześć lat temu miała wypadek, była na spacerze w górach, przewróciła się i uderzyła w głowę. Straciła pamięć. Nic nie pamięta, tylko swoją datę urodzin. Dzięki mozolnej rehabilitacji od dwóch lat powoli sobie coś przypomina. Wszystko idzie powoli bo nie było nikogo, kto mógłby jej wspomnienia zweryfikować. Nadano jej nową tożsamość – nowe imię i nazwisko. Pomagali jej dobrzy ludzie.
Teraz Ewa chce się spotkać z rodziną, porozmawiać, ale bardzo się tego boi. Bo nie pamięta rodziny. Jedynym jej wspomnieniem jest czarny pies Amik.

Ewa potrzebuje czasu, by się spotkać z rodziną.
Mama Ewy jest szczęśliwa. Czeka na córkę, w jej pokoju wszystko leży tak jak wtedy, kiedy zaginęła.
Czeka również cały i zdrowy pies Amik.

pan Paweł, 20 lat

Paweł choruje na schizofrenię. W kwietniu 2006 roku wyjechał do Dublina. Wówczas przestał też brać leki. Wcześniej w podobny sposób zaginął we Francji.

Kilka tygodni po zaginięciu matka poprosiła nas o pomoc w odnalezieniu Pawła. Sytuacja była bardzo poważna: przez chorobę Paweł stracił kontakt z rzeczywistością i baliśmy się, że może stać mu się krzywda.

Dwa dni później napisała do nas maila Pani Maria – pracowniczka schroniska dla bezdomnych. Paweł przebywał w jej schronisku i potrzebował pilnej opieki lekarskiej. Pani Maria chciała za naszym pośrednictwem skontaktować się z jego rodziną.

Natychmiast przekazaliśmy mamie Pawła informacje o miejscu jego pobytu. Mogła ona więc przekazać osobom pomagającym Pawłowi w Dublinie historię jego choroby. Poszukiwania zakończyliśmy, kiedy Paweł dochodził do zdrowia w szpitalu w Dublinie.

pan Marek, 25 lat

Marek wyjechał do pracy do Glasgow w lutym 2006. Z rodziną w Polsce kontaktował się telefonicznie do maja 2007. Wtedy niespodziewanie kontakt się urwał.

Po trzech miesiącach braku kontaktu z Markiem, jego zaniepokojona rodzina zgłosiła sprawę do ITAKI. Zdjęcie zaginionego zamieściliśmy na naszej stronie internetowej. Kilkakrotnie zamieszczaliśmy także ogłoszenie o jego zaginięciu w prasie polonijnej ukazującej się na terenie Wielkiej Brytanii.

W styczniu 2008 ITAKA otrzymała e-mail od pani Anny – Polki mieszkającej w Wielkiej Brytanii. Powiadomiła nas ona, że jest narzeczoną Marka i że nic mu się nie stało. Wyjaśniła, że Marek zerwał kontakt z rodziną, bo nie wiodło mu się w pracy na Wyspach i bał się przyznać do tego rodzinie.

Na prośbę Anny oraz Marka przekazaliśmy aktualne dane kontaktowe jego rodzinie w Polsce, która bardzo ucieszyła się ze szczęśliwego wyjaśnienia sprawy.

pan Yusuf, 34 lata

We wrześniu 2007 odebraliśmy w ITACE nietypowy telefon. Dzwoniła do nas pani Rania z Egiptu, która poszukiwała swojego przyrodniego brata Yusufa mieszkającego w Polsce. Straciła z nim kontakt prawie 10 lat temu. Nie posiadała ani jego aktualnego adresu, ani numeru telefonu. I posiadała tylko jedną fotografię brata - zdjęcie paszportowe sprzed lat.

Pomimo niewielkiej ilości danych, jakimi dysponowaliśmy, zdecydowaliśmy się pomóc pani Rani. Zasięgaliśmy informacji w biurze numerów, przeglądaliśmy polskie strony internetowe. Pani Rania, z ze względu na barierę językową, sama wykonać tych kroków nie mogła. W rezultacie udało nam się nawiązać kontakt z panem Yusufem, który wyraził chęć odnowienia kontaktu z rodziną w Egipcie. Wiadomość tę przekazaliśmy uradowanej pani Rani.

pani Krystyna, 50 lat

Pani Krystyna od 13 lat mieszkała i pracowała we Włoszech. Od 7 lat rodzina nie miała od niej żadnych wieści.

Rodzina pani Krystyny zawiadomiła Itakę o zaginięciu. Tydzień po otrzymaniu zdjęcia opublikowaliśmy komunikat o zaginięciu w prasie polonijnej. Dwa tygodnie po publikacji skontaktowała się z nami informatorka. Podała ona nazwę miejscowości, w której mieszka pani Krystyna. Przekazaliśmy rodzinie, że pani Krystyna żyje i ma się dobrze.

Minął kolejny tydzień i zadzwoniła do nas sama Pani Krystyna! Przekazaliśmy jej kto jej szuka i dlaczego. Po rozmowie zdecydowała się skontaktować z rodziną.

Po odnalezieniu mama pani Krystyny napisała do nas list:

Dziękuję za pomoc w odzyskaniu kontaktu z córką Krystyną przebywająca we Włoszech. Kontakt został nawiązany za Waszym pośrednictwem po ponad 7 letnim okresie czasu. Serdecznie szanownemu zespołowi ITAKI dziękuję.

pani Kasia, 19 lat

Po odnalezieniu Kasi jej rodzice napisali do nas list:

Bardzo gorąco pragniemy podziękować Państwu za nieocenioną pomoc w poszukiwaniu naszej pełnoletniej córki Kasi. Nasza córka opuściła dom 4 kwietnia 2007 roku i od dnia następnego rozpoczęły się nasze poszukiwania poprzez rodziną, jej chłopaka, policję, znajomych, kolegów Kasi i wiele osób dobrej woli.

Zgłoszenie o zaginięciu wysłaliśmy do Waszej Fundacji. W wyniku zamieszczenia informacji o poszukiwaniach przez Fundację ITAKA w piątkowym wydaniu Gazety Wyborczej otrzymaliśmy wiadomość o miejscu pobytu córki, 300 km od miejsca zamieszkania. A w dniu następnym mieliśmy możliwość spotkania się i wyjaśnienia jej zaginięcia.

Od tego dnia ponownie jesteśmy szczęśliwą rodziną cieszącą się z odnalezienia naszego dziecka całego i zdrowego. Wszystko to dzięki zamieszczeniu jego fotografii w Gazecie Wyborczej, która ma zasięg ogólnokrajowy.

Jeszcze raz serdecznie dziękujemy za skuteczną pomoc jednocześnie życząc sukcesów w odnajdywaniu osób zaginionych w taki krótkim czasie jak to się stało z naszą córką.

 

 

 

Sponsor serwisu - home.pl - domeny, hosting, sklepy

UE

Działanie telefonu 116 000 ws. zaginionego dziecka i nastolatka jest współfinansowane z Funduszy Unii Europejskiej w ramach programu Daphne

MSW

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych współfinansuje
działanie telefonu 116 000 ws. zaginionego dziecka i nastolatka