Fundację traktuję jak drugą rodzinę. Rozmowa z Teresą Niewójt, Członkiem Zarządu, wolontariuszką w Fundacji ITAKA.

Drukuj ›

1 września 2011

Dlaczego ITAKA?
Do ITAKI trafiłam 3 lata temu. Przeszłam na wcześniejszą emeryturę, nie chciałam już prowadzić żadnych interesów i zajmować się biznesem. Szukałam miejsca dla siebie, by móc pomagać ludziom. Myślałam o wolontariacie w szpitalu lub hospicjum, ale to bardzo trudny wolontariat i nie wiem czy dałabym radę. Wtedy zobaczyłam ogłoszenie w gazecie o programie Seniorzy w Akcji. W ramach tego programu różne organizacje oferowały wolontariat dla osób, które ukończyły 55 lat. Wysłałam swoją ofertę do ITAKI i zaproszono mnie na spotkanie.

I jakie były pierwsze wrażenia?
Byłam bardzo zaskoczona, bo myślałam, że jak wolontariat to przyjmuje się z otwartymi ramionami wszystkich chętnych.  A nas czekała selekcja i, jak się okazało, nie każdy mógł zostać wolontariuszem. Spośród 70 osób, które zgłosiły się do ITAKI, wolontariuszami zostało tylko 12.  Przygotowano dla nas półroczny program w Zespole Poszukiwań i Identyfikacji, w ramach którego przeszliśmy szereg szkoleń, począwszy od kursu komputerowego po szkolenia specjalistyczne z obsługi linii wsparcia czy bazy danych.

Czy to jest trudny wolontariat?
Na początku to jest bardzo duże przeżycie. Pamiętam, gdy odebrałam pierwszy telefon. Dzwoniła matka, której córka uciekła z domu. Była cała roztrzęsiona. Ja byłam cała z nią. Współczułam jej. Następnego dnia zadzwoniła córka, która powiedziała, że nie chce wrócić do domu, bo tam się źle dzieje. Mimo całego swego życiowego doświadczenia człowiek jest wciąż zaskakiwany, nagle okazuje się że nic nie jest czarno-białe.
Wolontariat w ITACE jest trudny, bo na co dzień stykasz  się z wieloma przykrymi sprawami, ale są też bardzo pozytywne sytuacje, gdy ktoś się odnalazł, gdy po kilkunastu latach ktoś nagle zadzwonił. Ważne, że wolontariusze nie zostają sami, każdy przypadek jest omawiany i zawsze można liczyć na pomoc. Łatwiej wtedy wyjść z pracy, bo nie ma poczucia, że się komuś nie pomogło lub źle poradziło.

Po niecałym roku trafiłaś do Zarządu, ale nadal jako wolontariuszka...
Tak, po niecałym roku wolontariatu w Zespole Poszukiwań i Identyfikacji zaproponowano mi przejście do Zarządu. W Zarządzie jestem już 2 lata. Moje zadania są teraz oczywiście zupełnie inne, zajmuję się sprawami finansowymi Fundacji. Gdy przychodziłam na wolontariat do ITAKI, myślałam, że będę wykonywać proste czynności, a tu się okazało, że moja rola stała się zasadnicza. Fundację traktuję jak drugą rodzinę. Gdy jakiś czas temu mieliśmy poważne kłopoty finansowe i zastanawialiśmy się czy zlikwidować Fundację, mój głos był decydujący. Powiedziałam: nie zamykamy. Teraz czuję odpowiedzialność za funkcjonowanie Fundacji.

Jesteś w Fundacji już prawie 3 lata. Czy obserwujesz jakieś zmiany?
Fundacja bardzo się zmienia. Właściwie na każdej płaszczyźnie. Począwszy od tego, że jak przyszłam na wolontariat to nie było kuchni i zlewu, szklanki myliśmy w toalecie, nie mówiąc już o połamanych krzesłach. Warunki pracy bardzo się poprawiły. Zmienił się też charakter wolontariatu. Na początku było bardzo mało wolontariuszy, to były 2-3 osoby. Ich zakres obowiązków był dość wąski. Wykonywali tylko niektóre czynności, nigdy nie byli sami na dyżurze. Teraz mamy kilkudziesięciu wolontariuszy, którzy po odpowiednim przeszkoleniu samodzielnie dyżurują np. na dyżurach nocnych czy weekendowych.

 Co daje Ci wolontariat?
Uważam, że wolontariat w każdym wieku daje bardzo dużo satysfakcji. Wolontariusz nie tylko daje coś od siebie, ale też dużo bierze. Jest to też zupełnie inne obciążenie niż praca na etacie. Poza tym praca z młodymi ludźmi daje mi energię, ja wcale nie czuję różnicy wieku.

30.08.2011

 

 

 

Sponsor serwisu - home.pl - domeny, hosting, sklepy

UE

Projekt ZAGINIENI.PL NON STOP – zintegrowana całodobowa pomoc zaginionym i ich rodzinom został zrealizowany
dzięki pomocy finansowej Unii Europejskiej.